czwartek, 16 lipca 2026

Zakwas serca

 


       Przyszedł czas kiedy znów miejscem pożądanym staje się kawałek brzegu, miejsce przy graniczniku wydm i las. Przyszedł czas, w którym odsłoniłem bezbronną duszę, rozerwałem na pół  serce i zburzyłem otaczający świat. 

Znów zgubiłem się w głowie 

Znów kłaniając się przed życiem nisko w pas, zawiodłem, znów płonę i jednocześnie w głębinach tonę, zabijam się na wszystkie sposoby gdy nad urwiskiem zniszczenia stoję i wierzę, że w końcu swój ból ukoję. Przyszedł czas kiedy nie widzę już siebie, kiedy nie widzę już Was, a moja głowę wypełnia kwas, którego nie chce, którego wciąż nie pojmuje, który jest jak wszechobecny hałas, jest jak uraz kręgosłupa, jak ogromny przed twarzą głaz, jak serca zakwas. 

Przeszedł czas, który wszystko zmienia, prócz mojej wiary. 

wtorek, 16 czerwca 2026

Zagubiony w śnie


 Są ludzie, którym ufasz bezgranicznie, ludzie których kochasz, w ten czy inny sposób, ludzie, którzy rozumieją Cię jak nikt inny, ludzie którzy potrafią przyprawić Ci skrzydła, uwolnić Cię niemalże jednym słowem, uśmiechem czy głosu tonem. Są ludzie, którzy dotykają Twoich słów, którzy bicie Twojego serca słyszą i widzą Twoja duszę, którzy mówią, że jesteś Wielki i przepełniony ponadprzeciętną świadomością świata... może tak myślą i może nawet w to wierzą.. może .. nie wiem, wiem natomiast bardzo dobrze, że Ci ludzie mają taką moc, iż jednocześnie z taką samą łatwością potrafią Cię też najbardziej upodlić.. czy jest to potrzebne kiedy już jesteś na emocjonalnym dnie, zagubiony nawet we własnym śnie, nie wiem .. może tak ..

 a może nie. 

środa, 10 grudnia 2025

Duszący oddech

 O poranku kolejnego dnia otumaniony i ogłupiony wszystkim co mam dostępne kolejny raz przegrywam, kiedy mrok pojawia się w oczach, kiedy gubię słowa, kiedy pustynią niedostępną dla życia staje się głowa, kiedy myśli sprawiają ból i stają się wrogiem, kiedy dusza się chowa, przegrywam, kiedy padam na kolana w pustym sercu z dala od domu wypluty z emocji bez zachwytu westchnień przegrywam, kiedy przegrywam tak po trzykroć w jedną noc wtedy wiem że umieram za życia, staje nad przepaścią i staram się po trzykroć zniknąć w sobie dla samego siebie przeciwko sobie w swoim grobie którego codziennie kopie .. kim jestem nie wiem nawet słońca nie widzę ni własnego cienia, tylko burze z piorunami, ujmuje wartości swojej omdlenia oczekuje by poczuć dreszcz który powoduje, że tchu mi brakuje tym samym oddechem się duszę i nawet krzyku nie słyszę który tkwi we mnie by znów się usłyszeć i dostrzec.. znów a może wreszcie .. już sam nie wiem czy ta teraz w głowie skrzypiec melodia to miłość do siebie czy może mój pogrzeb. 

sobota, 27 listopada 2021

Mattia cz. 2

 

 

 Mattia wkraczając na pole bitwy rozpościerające się przed domem w jego umyśle, po krawędź horyzontu, gdzie świadomość staje się podświadomością, w ciszy, niby od niechcenia acz  zdecydowanym prostym krokiem, trochę ze zgrzytem oręża co sam się napędza, pośród iskrzących, pachnących siarka w oddali i w głębi, półprzezroczystych, wyimaginowanych sylwetek demonów, trzymanych w pozorowanym przez umysł odosobnieniu po prawdzie jedynie skrytym pomieszczeniu, z tyłu, w cieniu jednak niczym płomień z nieograniczonym dostępem do tlenu, demon płonie każdą emocją raz wartka, raz martwa a raz niemalże poza kontrola mimo prężnych i rzeczowych słów samokrytyki, których już całe garście, całe kiści, podsycany paląca się wyobraźnią, płonie każdą myślą a nawet jej brakiem.
  Mattia konturem sylwetki jedynie, blady coraz bardziej lichy, nieco nie wyraźny bo drżący niekontrolowaną adrenaliną, gnijący wewnątrz padlina pominiętych decyzji, głupio bezczelny, za to nachalny wręcz irracjonalnie agresywny w poszukiwaniu logiki, wciąż kreślił sen zamieniając demony w tlen.
Dobrze znać takie miejsce gdzie w razie zadumy, w którą wpadamy, czasem przypadkiem a czasem z umysłu natury, zawsze można się udać i usiąść na skraju ciszy obok skrytych pragnień mieniących się kolorem purpury, ukryć strach gdzieś z tyłu świadomości i zastępując go  podświadomości odwaga, przemycić się skryta myślą do głębiny źrenicy, aż po jej spojrzenia kres, na samo dno mieszkającej tam tajemnicy, poczuć głęboki oddech i utonąć w niej wyobraźni tłem potem otulony błogim snem, rozświetlić siny pod oczami cień i uchronić ją przed ostrą sinusoidalną krzywą lini życia, bicia serca lustrzanego odbicia.
 Oddalając się wolnym krokiem zagłębiającym się w piasku plaży, tuż obok wydm, Matiia odwrócił się i kawałkiem chwili zanikł zamyślonym wzrokiem na granicy wody i nieba, żegnając się ze światem tym, rzucił do góry ostatni kawałek chleba gdy nad jego głową szybowała mewa, zamknął drzwi do duszy i znikł, w lesie ilustrowanych słów.

środa, 7 lipca 2021

Ego


Człowiek
Istota omylna
Nieustannie interpretująca
Czas, miejsce, zdarzenie
I  uniesienie czy omdlenie
Drugiego człowieka,
Obłędnie  Interpretując,
Dociekając własnej racji,
Po spacji
W interpretacji zamglona,
Trafiona jedynie wychodząc poza siebie,
Stając obok
Wyjątku własnego spojrzenia
I uwzględniając wyjątek każdego postrzeżenia.

Anfas,
Na licu
Od ucha do ucha błoto
W ustach kwas,
Na wskroś
Potępienie poplątane z pogardą,
Skrzywienie skrępowane zwątpieniem,
Zgniecione w sercu zrozumienie
W umyśle jego brak
Lustrzanego odbicia splunięcie i krok wspak.

W afekcie
Częsty emocjonalny bezdech,
W efekcie
Niesłyszalny śmiech i fałszywy dźwięk 
Wszystkich tych precyzyjnie złudnych fikcji, 
Pychy, 
Podświadomych cięć spowodowanych 
na jawie snem 
I chorych ambicji
Odwracających zrozumienia słoneczny dzień 
w zmierzch
A ciało prawdy w niewyraźny 
ledwo dostrzegalny cień.

Skryty na ciemnym końcu
Zwyrodniałego surrealistycznego umysłu,
Stojący nad jego zakamarka leku przepaścią,
Cierpliwy i natrętny 
Jak sęp czekający na padlinę
Diaboliczny on i całe jego zło.
Nieposkromiony błąd.

Alter ego.

poniedziałek, 29 marca 2021

Ślepota

W gwiaździstą, zimną noc, chłodem powleczony wiatr ocierał poruszająca się wśród drobin wody smukła twarz, odchylał kołnierz odzienia oplatającego ciało i  w kręgosłup wplatał zimny dreszcz.
W myśli tłoku przemijały kolejne na ściółce ustawione przemoknięte drzewa lasu. Nieco dalej od pni początku na ziarnkach piasku stóp zagłębiający się krok  pozostawiając, do szumu fal docierając, kolejny raz spotykam chwile, które z trudem trawie, przez które niemoc czuje, przez które nie śpię i w ciemności ból i cierpienie buduje … kolejny raz dotykam chwil, przez które ślepnę, przez które w głowie gnije, przez które wątpię a  zwątpieniem interpretuje siebie po czym skomplikowaniem umysłu w pytań wzburzonej wodzie zanurzam twarz, by w bezdechu oczekując omdlenia rzeczywistości, 
utonąć i narodzić się na nowo.

Wyjątkowo przyjemny, spokojny i czuły, wyraziście osobisty, uczuciem otwarty i zarazem tajemniczy, prosty, dumny i wrażliwie silny, zakątek relaksu duszy zbudowany milową chwilą przed chwilą, esencją emocji stworzony, obdarzony w rozumu schronienie, przystrojony sercem i skrajnym oddechem i sumieniem, mistrzowski zakątek serca przeciwnych biegunów niesfornie bezwładnych płodzących radość i uprzejmość wyobraźni, stale analizujących w ułamku czasu niestały pierwiastek odczuwania szczęścia, sztuka zaciętej walki bez przemocy. 
Zakątek sinusoidalnej entej potęgi trwogi, nieważnego słowa naprzeciw ważnej ciszy i ciepła skupienia, wielobarwnego spojrzenia … zakątek skrytego czucia wartości, uderzeń mistrzowskiego serca we wszystkim i w niczym, pomimo nagiej wiary życia, opętanej niewiarą realnego, w nierealności bycia, pomimo cierpkiej zdrady siebie samego, bez wyrazu wyraźnego i ślepego wstydu, gdzieś głęboko zapominając i chowając wrażenia emocji, dostrzeżenia i naturalnego tchnienia poruszenia.

Jestem tym kogo widzę,
proste ..  a mimo to
tak często wątpię
Iż ślepnę i nie dostrzegam kim jestem.

środa, 17 stycznia 2018

Koryfeusz słów

Hipertroficzna czeluść splinu
Omdlenie umysłu
Świtu czerń i przeszłości cień
Emocji drżenie stóp
Snów bezsennych sens i bezsens huraganowych słów
Introwertycznych myśli niekontrolowany ruch
Rozumu ćwierć i zwinięta w niemocy pięść.

 Radość

Złość
Błogość
Gniew
Miłość
Nienawiść
Życie
Śmierć.

piątek, 3 listopada 2017

Dziura w umyśle



Brzask wschodzącego słońca, 
Kolorów budzących nadzieję wyrazisty, przenikliwy wrzask
Ze zdumiewającą siłą budujący oczu blask
W zgnębionym umyśle umiera w chwili swoich narodzin
Staje się niczym i jednocześnie
Staje się czymś,
Czymś nierzeczywistym
Staje się katem dla kata, przeplata umysł czarną materią kosmicznej otchłani
Zabija ambicje
Zabija marzenia
I trwa niezależnie od człowieka
Jest jak rwąca rzeka czarnych myśli
Które nami rządzą 
Tym samym skutecznie odbiera sens nawet tam gdzie słońca wschodzącego blask
Tam gdzie wrzask wolności wschodzącego słowa nadziei, iskierki człowieka ... istotą jest jednak fakt,
Iż to my tworzymy umysł a umysł tworzy świat .

niedziela, 31 lipca 2016

Świadomość



Silny w swoich słabościach
I słaby w swoich zaletach
Próbuje odnaleźć świadomość własnych wyobrażeń
I zdarzeń wyrwanych z kontekstu
Czasami pojedynczych wersetów,
Czasami przemyślanych epitetów ...

Myślę
Analizuję
I zadaję pytanie
W efekcie końcowym fantazjuję
Potem śnię a raczej chcę
Tyle, że nie pamiętam czy wierzę czy nie
Tym samym świadomie nie istnieję
Choć chcę.